Dzisiejsza mini recenzja próbki (LOL) jest zadedykowana
Dobrodziejce Angel, której w tym miejscu chcę serdecznie podziękować za
wytrwałość co do mojej osoby i nieustanie w motywowaniu mnie do “robienia
czegoś”. Dziękuję i proszę o jeszcze. Ach, i o cierpliwość też błagam (ja to w
końcu wyślę).
Angel niedawno pisała na swoim blogu Kosmetyki bez tajemnic o recenzjach próbek, które popełniają
na swoich blogach dziewczyny. (Zdaję sobie sprawę, że mnie w tym momencie nie widzicie, gdy te słowa
wystukuję, więc pragnę Was powiadomić, że w tym momencie, na moim
rozpromienionym od silikonów licu szczerzy się szeroki uśmiech rozbawienia).
Po coś oni w końcu te próbki dają do tych gazet. Dla
pierwszego wrażenia je dają i zaostrzenia smaczku. No, to teraz będzie o próbce
mojej diorowskiego BB kremu najnowszego.
Diorskin Nude BB
Creme to jeden z najnowszych wynalazków firmy Dior, pochodzi on bowiem z
wiosennej kolekcji 2013 Chérie
Bow. Przeznaczony jest do wszystkich typów cer, w tym do
mieszanej, tłustej. Mamy do wyboru trzy tonacje: 01 jasny wpadający w różowość,
02 jasny wpadający w żółć i 03 opalony ogólnie rzecz ujmując. W mojej próbce
znajdował się numer 02 – idealny akurat dla mnie.
Tylko, że mi się akurat dziwnie wysuszyła po 3 dniach z BB
kremem Dior na licu… (Zawartość próbki starczyła mi na trzy aplikacje).
Pierwsze moje wrażenie było takie, że się zachwyciłam. Achy
i ochy z podgardla wydobyłam. Krem ten ma konsystencję lekkiego podkładu, tak
został skonstruowany, że niekonieczne jest użycie pudru po jego nałożeniu.
Zasycha lekko na skórze, nie ma ani trochę tłustej konsystencji.
Na załączonym obrazku możecie zobaczyć co zrobił z moją
skórą – wyrównał koloryt, lekko rozświetlił. No, pierwszego dnia byłam
wniebowzięta.
Ale na drugi dzień już zaczęłam odczuwać lekkie ciągnięcie
skóry twarzy… I wtedy wygoniłam lenia i zabrałam się za obrabianie składu tego
„cuda”.
INCI: AQUA (WATER) - METHYL TRIMETHICONE - DIMETHICONE - ALCOHOL - PEG 9
POLYDIMETHYLSILOXYETHYL DIMETHICONE - BUTYLENE GLYCOL - PHENYL
TRIMETHICONE - ISODODECANE - ACRYLATES / DIMETHICONE COPOLYMER - SILICA -
GLYCERIN - PHENOXYETHANOL - ALUMINIUM HYDROXIDE - DIMETHICONE/VINYL
DIMETHICONE CROSSPOLYMER - MICA - SODIUM MYRISTOYL GLUTAMATE - STEARIC
ACID - DISTEARDIMONIUM HECTORITE - TOCOPHERYL ACETATE - CAMELLIA
SINENSIS LEAF EXTRACT - PROPYLENE CARBONATE - TETRASODIUM EDTA - PARFUM
(FRAGRANCE) - MALTODEXTRIN - BHT - ASPALATHUS LINEARIS LEAF EXTRACT -
SERICIN - LINALOOL - LIMONENE - BUTYLPHENYL METHYLPROPIONAL - HIBISCUS
SABDARIFFA FLOWER EXTRACT - RHODOCHROSITE EXTRACT - MALVA SYLVESTRIS
(MALLOW) EXTRACT - HYDROLYZED LINSEED EXTRACT - CITRONELLOL - BALANITES
ROXBURGHII SEED OIL - CITRIC ACID - POTASSIUM SORBATE - SORBIC ACID -
AJUGA TURKESTANICA EXTRACT.
MAY CONTAIN: CI 77163 (BISMUTH OXYCHLORIDE) - CI 77491, CI 77492, CI 77499 (IRON OXIDES) - CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE).
MAY CONTAIN: CI 77163 (BISMUTH OXYCHLORIDE) - CI 77491, CI 77492, CI 77499 (IRON OXIDES) - CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE).
Zaraz po wodzie, która jest na pierwszym miejscu dwa okropne
silikony (osobiscie nie toleruję silikonow), potem peg, kolejne silikony. Iluzja, wielka iluzja, i
pierwsze wrażenie. Naszpikowany silikonami do szpiku kości. Tak więc z prawdziwym BB kremem nie ma nic wspólnego (jak wiele innych na
rynku). Przypomina raczej lekki podkład, ewentualnie krem koloryzujacy, a nie BB krem prawie bez barwnikow, majacy wrecz rozjasnic skore twarzy. Na pewno go nie kupię, a takze innych tego typu wynalazkow (36 euro zaoszczędzone), wolę zainwestować w dobrą, naturalną pielęgnację i mieć to rozpromienienie
uzyskane dłuższą pracą, a nie natychmiastowe, ale na krótką metę…
Tak więc podsumowując, próbka się przydała. Ale zastanawiam
się ile kobiet pofatyguje się o analizę składu danej próbki, a ile da się
omamić silikonowej złudzie – obłudzie? Jak myślicie?
PS 5 KWIETNIA - zmienilam tytuł notki, bo (jak Angel zreszta przewidziała) tekst ten, jego ironiczny wydzwiek przez niektore dziewczyny nie został zrozumiany.
I w tym miejscu musze zaznaczyc, ze jestem zwolenniczka CALKOWICIE NATURALNEJ pielegnacji i nigdy zadnego kremu BB nie kupiłabym dobrowolnie, ani niemieckiego, ani koreanskiego, ani francuskiego, ani zadnego innego. Uwazam, ze (po lekturze odp. tekstow, to nie moje "widzimisię" )silikony tworzą na skorze gładką warstwę, która mozna porównac z wywoskowanym parkietem. Na dluzsza metę wysuszaja skóre, pozostajac tylko na jej powierzchni i tworzac film ochronny. Skora przyzwyczaja sie do tej "dodatkowej warstwy", a gdy jej zabraknie reaguje np. wysuszeniem.
Osobiscie nie uznaje silikonów, parafiny i wielu innych składników, kupuje bardzo mało kosmetyków drogeryjnych. Chyba wolno mi podjac taka strategie "na stare lata"? ;-) Nie chce jednak zbytnio wglebiac sie w ten temat, bo to nie jest blog o silikonach i skladnikach kosmetycznych. ;-)
Wpis ten mial byc z zalozenia zabawa i ironicznym "odbiciem piłeczki" na temat recenzji probek, ktory jakis czas temu Angel poruszyla na blogu i tyle.
PS 5 KWIETNIA - zmienilam tytuł notki, bo (jak Angel zreszta przewidziała) tekst ten, jego ironiczny wydzwiek przez niektore dziewczyny nie został zrozumiany.
I w tym miejscu musze zaznaczyc, ze jestem zwolenniczka CALKOWICIE NATURALNEJ pielegnacji i nigdy zadnego kremu BB nie kupiłabym dobrowolnie, ani niemieckiego, ani koreanskiego, ani francuskiego, ani zadnego innego. Uwazam, ze (po lekturze odp. tekstow, to nie moje "widzimisię" )silikony tworzą na skorze gładką warstwę, która mozna porównac z wywoskowanym parkietem. Na dluzsza metę wysuszaja skóre, pozostajac tylko na jej powierzchni i tworzac film ochronny. Skora przyzwyczaja sie do tej "dodatkowej warstwy", a gdy jej zabraknie reaguje np. wysuszeniem.
Osobiscie nie uznaje silikonów, parafiny i wielu innych składników, kupuje bardzo mało kosmetyków drogeryjnych. Chyba wolno mi podjac taka strategie "na stare lata"? ;-) Nie chce jednak zbytnio wglebiac sie w ten temat, bo to nie jest blog o silikonach i skladnikach kosmetycznych. ;-)
Wpis ten mial byc z zalozenia zabawa i ironicznym "odbiciem piłeczki" na temat recenzji probek, ktory jakis czas temu Angel poruszyla na blogu i tyle.

